Młoda pojechała. Wyjątkowo obyło się bez kilkugodzinnego beczenia. Za oknem widzę jakąś parodię świąt bo pada śnieg. P zakończył odpoczynek i zabrał się do stosu wypracowań.
Wczorajszy dzień był przeplatanką wydarzeń i nastrojów. Obiad u teściowej był wesoły, ojciec za to był tak nieprzyjemny, że całą drogę do babci płakałam a już na miejscu wykrzyczałam całą złość. Babcia się wystraszyła, bo dostałam swoich sławetnych plam na twarzy. Myślała, że dostanę zawału. Wieczorem było w miarę ok ale i tak nie idealnie. Dziś P chce sobie wyjść. Nie podzielam jego entuzjazmu. Jutro muszę iść do urzędu pracy, do psychiatry i pewnie coś się jeszcze urodzi. Wieczorem chciałam pójść na spotkanie klasowe.
Ojciec ma niskie ciśnienie i chce, żebym biegała po mieście i szukała dyżurnej apteki.
Życie bywa zaskakujące.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz