poniedziałek, 21 czerwca 2010

Czas leci jak szalony. Ostatnie dni do wielkiego bum, ja siedzę jak na szpilkach z gulą w gardle i ciągle coś pojadam. Niby wszystko załatwione, mimo mnóstwa problemów skompletowałam suknię, P ma garnitur, fotograf, kwiaty, muzyka, kościół, chór i inne bzdety mniej godne uwagi już wykreślone z kalendarza a ja denerwuję się coraz bardziej.
Za tydzień komisja lekarska taty. Modlę się o stałą rentę dla niego, w końcu ma już 50 lat i "żółte papiery", kto by go teraz przyjął do pracy???

Zaraz po ślubie szykujemy remont ale mój stres jeszcze nie sięga tak daleko, choć już prawie wszystko wybrane, zaprojektowane i zapłacone nawet (!). Sen z powiek niestety spędza mi niepewna renta taty - bez niej nie weźmiemy pożyczki w banku i tata nie będzie miał nowych mebli w swoim nowym pokoju. To dla niego wielkie zmiany, w końcu w tym domu wydarzyło się tyle złych rzeczy. Totalne zmiany i przeorganizowanie mieszkania jest konieczne, może wtedy poczujemy się jak na nowym i zapomnimy o koszmarach przeszłości...

Brak komentarzy: