czwartek, 15 maja 2008
Popołudnie
Dziś skorzystałam z pięknej pogody, skrzywionego ojca i nieobecności P i podreptałam raźnym krokiem na przedmieścia miasteczka. Niedaleko szkoły skręciłam w prawo i skierowałam się w stronę stawów i prostego molo. Tam rozsiadłam się wygodnie na gołych deskach i podziwiałam piękno przyrody. Zrelaksowałam się jak nigdy. Czytałam książkę o twórczości Borowskiego, słuchałam fantastycznej czwórki, piłam napój energetyzujący z biedronki i śledziłam dorodnego łabądka. Brakowało mi samotności i kontaktu z pięknem. Jeśli pogoda dopisze, jutro wybiorę się ponownie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz