poniedziałek, 24 listopada 2008

Życie się toczy. Dziś układałam sznurowadła parami. Pasjonujące. Później rozpakowałam paczkę od dostawcy pasty do butów a później paczkę od Wojasa a później studniówkowe pantofle. Praca jest nudna i wkurzająca. Trudno mi realizować swoje cele w obuwniczym. Szef doprowadza mnie do apopleksji. P jest zapracowany na maksa, dochodzi między nami do spięć. Z ojcem jest coraz tragiczniej. Babcia jest w szpitalu na laryngologii. Zamiast imprezy andrzejkowej mam mózgojebny zjazd i knigę do przeczytania na seminaria magisterskie. Przynajmniej już wiem o czym będę pisać. Tak czy siak gramatyka kognitywna musi być opanowana.
Jebany sierściuch dokucza.
Stypa zmniejszona prawie do minimum. Jakby nie naukowe to by było po mnie.

Pragnę stabilizacji. I fury pieniędzy.

Brak komentarzy: