W sklepie powoli się zaczyna. Dziś przeżyłam poranne pustki i popołudniowe "matki z dzieckiem". Jak zwykle pannice marudziły bo paseczek jest nie w tym miejscu a matki bo mało praktyczne. Szefowa przyjechała z towarem o 17, rozszerzyła asortyment o damskie nakrycia głowy i szaliczki. I oczywiście przywiozła masę torebek. A ja jutro będę musiała to wszystko zametkować, wypchać tudzież zawiązać na szyjce manekina i jeszcze wpaść na genialny pomysł jak to wszytko upchać na wystawie, żeby ładnie i estetycznie było. No i żeby dostęp był łatwy i żeby w ogóle to wszystko wyglądało jakoś... Masakra totalna.
Z P się dziś nie widziałam bo miał rade pedagogiczną i wrócił ok 19.
Moje hormony szaleją, beczę na ckliwych reklamach telewizyjnych.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz