Obejrzeliśmy mecz u Janka. Wypiłam dwa małe bezalkoholowe, zjadłam paczkę czipsów paprykowych i kilka słonych paluszków, pograłam sobie w pasjansa na telefonie i poszłam do domu. Przed klatką pomizialiśmy się "na eskimosa" i w sumie myślę, że kolejną sobotę można o dupę rozbić.
P ma radochę bo zaczęły się wakacje co dla nauczyciela jest nie lada przeżyciem.
Ja wakacji nie mam i nie będę miała bo 'na chleb trza robić'.
A teraz zatkam uszy woskowymi stoperami i zanurzę się w miękkości flanelowej pościeli. Będę myślała o wszystkim, tylko nie o tym, że mój licencjat jest napisany tylko w połowie a muszę go złożyć do czwartku. Niechybnie jednak przypomni mi o tym kłujące serducho, które boli zawsze wtedy, kiedy chcę coś wyprzeć ze swojej świadomości. Wtedy i krople na etanolu jakoś nie pomagają.
Wnętrzności sąsiadujące z jajnikami są skurczone do granic wytrzymałości, no-spa niewiele dała.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz