Mimo późnej pory wyruszam w rejs na Trans - Atlantyku Gombrowicza. Lektura tej pozycji przyprawia mnie o chorobę morską. Całkiem jak na statku - sceneria piękna ale gdy zakołysze to zbiera się na wymioty...
P poszedł prze chwilą. Nie byłam w stanie nic zrobić bo kiedy on jest obok i nie sprawdza tych durnych wypracowań, to włącza mi się syndrom niedopieszczonego kotka skrzyżowanego z glonojadem.
Więc tak chodziłam i miziałam go i cmokałam i tak w kółko. A teraz mam mokre włosy, niedoczytaną lekturę i artykuł z warsztatu w polu. A rano w busik i na zajęcia.
Sprawdzę rozkład jazdy mojego pocisku i zagłębię się w lekturze...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz