środa, 2 kwietnia 2008

Znów przechodzę kryzys samotności. Cierpię na nadmiar niewykorzystanego odpowiednio czasu. P praktycznie nie widuję. Jeżeli widuję to pochylonego nad jakimiś pracami. Jedną godzinę dziennie. Cierpię bo przecież mieszka tuż obok. Nie mogę czekać na niego w radosnym podekscytowaniu bo wiem, że przyjdzie obładowany zapisanymi kartkami papieru, spięty i ciągle spóźniony ze wszystkim. Nie będzie chwili intymności, rozmowy o błahych sprawach. Obejrzy "Przyjaciół" i "Joeya", w przerwie na reklamy powie mi, jak bardzo jest zestresowany maturami i że nic nie poradzi na to, że jest ciągle zajęty. Że nie mogę mieć do niego żalu za to, że on pracuje i spędzamy razem zbyt mało czasu. Że w ogóle nie robimy wielu rzeczy, które zazwyczaj robią pary, a których ja potrzebuję jak ryba potrzebuje wody.
Nie obchodzi mnie tłumaczenie, że "inni mają gorzej". Ja nie jestem "inni". Ja to JA. Osobiście i subiektywnie. Nasz związek to NASZ związek. Jedyny i niepowtarzalny. W takiej a nie innej sytuacji. Nie ma "co by było, gdyby...".
Jest Tu i Teraz.
JA jestem Tu i Teraz.
Chcę, żeby ON też był Tu i Teraz.
Ale go nie ma.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

a zaproponowałaś mu żebyście nie włączali tv odbiornika?
darragh

Jouliet pisze...

On się do tego nie przyzna, ale nie potrafi żyć bez włączonego telewizora.
No i dlaczego miałby rezygnować z seriali?

Anonimowy pisze...

tutaj widzę pracę dla Ciebie
darragh

Jouliet pisze...

Nie mam sumienia go odciągać. Tu nie chodzi o telewizor czy seriale ale o czas.