A wczoraj, dla odmiany, była katastrofa. Jedno wypowiedziane głupstwo, jedno ukłucie w sercu, jedno wykrzyczane słowo, jeden smutek. Ale nie to było najgorsze. Miałam wrażenie jakbym na kilka chwil przestała go całkowicie kochać. Wróciłam do domu, usiadłam na łóżku i wymyśliłam 10 błahych powodów dlaczego poczułam się tak strasznie. Powtarzałam je w kółko aż w nie uwierzyłam. Brakowało mi tylko kogoś, kto by potwierdził, że mam rację.
Zaczęłam rozdrabniać sytuację na cząstki, cofać się do przyczyn konfliktu, rozmyślać dlaczego zareagowałam tak, a nie inaczej.
Nie mogłam zasnąć. Ciągle było mi zimno.
Dziś idę do niego na obiad.
Chwila prawdy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz